Chełmek – niewielkie miasteczko leżące na pograniczu małopolski i śląska. To właśnie tutaj na początku lat 30. powstała nowoczesna fabryka butów. Galicyjska wioska stała się tym samym prężnie działającym ośrodkiem przemysłowym. Jak wygląda teren fabryki po prawie 90 latach? Oto nasz fotoreportaż połączony z odrobiną historii o rodzinie Bata!

Chełmek to urokliwe, ale obecnie trochę już zapomniane przez duży przemysł miejsce. W latach prosperity rytm miasta wyznaczał parowy „buczek” – wysoka na 1,5 metra fabryczna syrena odlana z żeliwa. Jak wspominają mieszkańcy wybijał on rytm życia nie tylko pracownikom Południowych Zakładów Przemysłu Skórzanego „Chełmek”. Jego dźwięk oznaczał początek i koniec pracy, a także – dokładnie o godzinie 10 – przerwę śniadaniową. Ucichł ostatecznie na przełomie lat 80. i 90. Ale zacznijmy od początku przenosząc się do Zlina.

Rodzina Bata pochodzi z Czech, a twórca marki jest do dzisiaj uważany za jednego z najpotężniejszych przedsiębiorców pierwszej połowy XX wieku.

Zaczęło się od… długów

Młody Tomasz Bata nie zapowiadał się na człowieka sukcesu. Interes nie idzie mu najlepiej, długi rosną, a co za tym idzie młody przedsiębiorca nie ma za co kupić skóry na nowe wyroby. Sytuacja wydaje się bez wyjścia i jak czasem bywa w takich pojawia się szalony pomysł. Bata postanawia robić buty z… płótna. Dzisiaj to norma, ale w 1895 roku był to istny przełom w branży obuwniczej. Mówiąc wprost – czeski szewc wynalazł płócienne buty nazywane na jego cześć batovinkami!

Wszystko toczy się błyskawicznie. Bata jedzie ze swoim produktem do samego Wiednia, gdzie zbiera kilka tysięcy zamówień. Powstaje pierwsza fabryczka.

Tomasz Bata nie spoczął na laurach. Wydaje się, że wiedział iż tylko podpatrywanie największych da mu szansę na jeszcze większy sukces. W 1904 roku wyjeżdża do USA. 

Jak Henry Ford zainspirował szewca

Jedną z większych inspiracji dla Tomasza Baty stał się gigant motoryzacyjny Henry Ford. Czeski przedsiębiorca był pod niebywałym wrażeniem obserwując nowoczesne i nowatorskie podejście Forda do procesów produkcji oraz wprowadzone rozwiązania racjonalizatorskie.

Należy tu przypomnieć, że to właśnie Ford zaprojektował i wprowadził do swoich fabryk pierwszą na świecie ruchomą linię montażową. Każdy z robotników odpowiadał za montaż innej części. To przyspieszało produkcję i obniżało koszty. Dzięki temu Ford T mógł być samochodem tanim i dostępnym dla mas.

Produkcja obuwia odbywała się na podobnej zasadzie jak w fabrykach Forda. Bata zastosował nowoczesne rozwiązanie w postaci linii produkcyjnej.

Bata wprowadził to rozwiązanie do swojej fabryki we Zlinach. Od tego momentu czas produkcji jednej pary butów zmalał do czterech godzin. Konkurencyjne zakłady szewskie były bez szans.

Rodzina Bata i permanentna inwigilacja! 

W swoim czasie rodzina Baty należała do grona najbogatszych na świecie. Miała swoje fabryki na całym świecie – między innymi w Pakistanie, Malezji, Egipcie oraz Anglii, Holadnii i oczywiście w Polsce. Co ciekawe, cała ich strategia biznesowa opierała się na niemodnej idei kapitalizmu z ludzką twarzą – przynajmniej oficjalnie, o czym za chwilę. Warto dodać, że wielu uważa ich do dzisiaj za Henry’ego Forda branży obuwniczej. Rodzina Baty z determinacją walczyła o zapewnienie klientom tanich i dobrej jakości produktów przy równoczesnym dbaniu o pracowników i zapewnianiu im godziwych warunków pracy.

Co więcej, rodzina Baty tworzyła dla swoich pracowników całą infrastrukturę komunalną. Dla przykładu w Zlinie – pierwszej siedzibie spółki – wybudowano nie tylko mieszkania, ale również elektrownie, ciepłownie, a nawet stadion, kompielisko, korty tenisowe i szpital. Rodzina budowała również szkoły – techniczną, handlową, zarządzania i projektantów obuwia. Pewnym wzorcem w zakładaniu osiedli przemysłowych była Fordlandia w Aveiro, w brazylijskim stanie Pará, który to projekt poniósł ostatecznie porażkę.

Trzeba tu dodać, że socjalny aspekt działań rodziny miał niemałe wady. Cel był niestety jeden – całkowita kontrola nad pracownikami i takie projektowanie kolonii, aby jej mieszkańcy wzajemnie się inwigilowali. Same kolonie miały zabudowę typu koszarowego, a domy robotnicze były zbudowane bardzo blisko siebie. Co więcej, według zasad stworzonych przez rodzinę Bata, nie można było budować płotów zasłaniających widok. Wszystko po to, aby sąsiedzi widzieli się nawzajem.

Jak wyglądały same mieszkania wybudowane we Zlinie przez rodzinę Bata? Domy jednorodzinne miały dwie kondygnacje i metraż na poziomie około 36 metrów kwadratowych – to niewiele biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy. Co więcej, sama kuchnia miała wymiary nie większe niż znajdujące się w naszych mieszkaniach szafy – zaledwie 1,5 metra kwadratowego. Robotnik miał stołować się w fabryce i spędzać jak najmniej czasu w domu! Warto dodać, że pomimo wspomnianej wyżej idei kapitalizmu z ludzką twarzą, w domach stworzonych przez rodzinę Bata mieszkało się tragicznie. Inną ciekawostką wartą odnotowanie jest fakt, że z Zlinie bezrobocie praktycznie nie istniało – rodzina odbierała zwolnionym z pracy robotnikom mieszkania zmuszając ich tym samym do opuszczenia miasta…

Tomasz Bata zaginął w katastrofie swojego samolotu w 1932 roku. Firmę przejmuje jego brat – Antoni Bata.

Najwyższy budynek i „ruchome biuro”

Jeżeli uważacie, że Elon Musk lub Steve Jobs to wyjątkowe i niepowtarzalne jednostki w świecie biznesu oznacza to, że nie znacie osiągnięć i fanaberii rodziny Bata!

W 1937 roku firma stawia z Zlinie najwyższy budynek biurowy w Czechach. To nie wszystko. We wnętrzu biurowca znalazło się ruchome biuro prezesa. Było ono umieszczone wewnątrz przeszklonej windy. Do szefa nie trzeba było chodzić, to on – wraz ze swoim biurem – jechał do ciebie.

Kolejnym szalonym pomysłem, o którym nie można zapomnieć był plan przeniesienia Czechosłowacji do… Ameryki południowej. Co ciekawe plan ten udaje się częściowo zrealizować. Podczas wojny rodzina ucieka do Ameryki i tam, w Kanadzie, buduje duplikat Zlina -Batavę.

Po wojnie cały majątek rodziny Bata zostaje znacjonalizowany. Marka Bata rozwija się już poza Czechosłowacją i staje się globalnym przedsiębiorstwem. Od 1990 roku Bata zaczyna działać również w rodzimym kraju.

Jak rodzina Bata trafiła do Chełmku?

Produkcja fabryki Bata szybko rosła. W 1925 roku wyprodukowano 6,3 mln par obuwia. W latach trzydziestych liczba ta wzrosła do ponad 35 mln par. W 1938 roku na rynku działały już jej filie umiejscowione w Polsce, Holandii, Egipcie i Kanadzie. W większości krajów powtórzono ideę „opieki” nad pracownikami, która stosowana była z powodzeniem w Zlinie. Na terenie Polski można spotkać dwa miasta „stworzone” przez rodzinę Bata. Są nimi Otmęt w województwie Opolskim oraz właśnie Chełmek.

Chełmek do czasu powstania fabryki rodziny Bata był niewielką miejscowością zapewne bez większych szans na rozwój przemysłowy. Z tego powodu grunty odkupione od Adama Zygmunta Sapiechy były tanie, a równocześnie sąsiadowały z linią kolejową biegnącą z Lwowa do Wiednia.

Zespół „zabudowań Baty” w Chełmku powstał na terenie fabryki i kolonii robotniczej. Projekt, który przygotował Frantisek Lydie Gagury przewidywał powstanie miasta liczącego 15 tys. mieszkańców. Na terenie Chełmka miało znaleźć się ponad 1,5 tys. domów mieszkalnych i około 40 obiektów użyteczności publicznej. Działania przerwała wojna. Udało się wznieść dziesięć budynków fabryki, a w części mieszkalnej powstało kilkanaście domów dla robotników oraz dyrektorska willa. Niestety na terenie samej fabryki nie zachował się obecnie żaden ówczesny budynek – z czasem część została przebudowana, część po prostu wyburzona.

Obecnie większość budynków znajdujących się na terenie upadłej fabryki wygląda jak po apokalipsie zombi.

Zgodnie z przekazami praca w chełmkowskiej fabryce Baty trwała pięć dni w tygodniu od godziny 7 do 17 z godzinną przerwą na obiad w pracowniczej stołówce. Robotnicy nie zarabiali źle jak na ówczesne warunki, mieli dostęp do przygotowanych przez rodzinę rozrywek – wspomniane wyżej boiska, basen czy korty tenisowe miały dbać o tężyznę fizyczną mieszkańców miasta.

W latach 1932 – 1939 polska filia zakładu Bata systematycznie się rozwijała. Rok przed rozpoczęciem II wojny światowej fabryka sprzedawała ponad 2 mln par obuwia w ponad 400 sklepach fabrycznych umiejscowionych na terenie całego kraju. W czasie wojny zakład przejmują Hitlerowcy. Fabryka zaczyna produkować również obuwie wojskowe.

Po wojnie – w 1945 roku – udaje się uruchomić produkcję obuwia. Nadal jest to jednak głównie obuwie wojskowe. W 1947 roku zakład zostaje upaństwowiony zyskując nazwę Południowych Zakładów Obuwia. W tej postaci funkcjonuje do 1959 roku. W tym czasie fabryka dynamicznie się rozbudowuje, przeprowadzone zostają liczne modernizacje.

Od 1959 do 1990 roku zakład staje na czele Kombinatu Garbarsko-Obuwniczego i staje się największym z eksporterów obuwia na wszystkie kontynenty świata, a jego głównymi odbiorcami są USA, Kanada, Wielka Brytania oraz Niemcy i Australia.

W latach 90. zakład zostaje przekształcony w Spółkę Akcyjną z dużym udziałem kapitału prywatnego. Rozpoczyna się gruntowane restrukturyzacja, której fabryka nie przetrwała. W 2003 roku zakłady przeszły w stan upadłości.

Odwiedzamy fabrykę – zobacz jak dzisiaj wygląda!

Upadek Południowych Zakładów Przemysłu Skórzanego Chełmek S.A. bardzo mocno odbił się na kondycji miasta. Monokultura sektora obuwniczego do dzisiaj odbija się czkawką na życiu mieszkańców. Do tej pory wszelkie prywatne aktywności związane z rynkiem usług były w większości przypadków podporządkowane działalności fabryki.

Jeden z pozostawionych samemu sobie budynków. Generalnie właśnie tak wygląda znaczna część zamkniętej fabryki butów.

Obecnie na terenie fabryki – obszar to wg dokumentów gminy około 27 hektarów – zaczynają powoli funkcjonować nowe przedsiębiorstwa. Część hal została wynajęta – nowe firmy korzystają z powierzchni magazynowych, budynków i dróg. Być może plan stworzenia strefy przemysłowej w ramach rewitalizacji tego obszaru dojdzie kiedyś do skutku. Niestety na razie teren pofabryczny boryka się z groteskowymi problemami jakim jest zły stan techniczny dróg i systematycznie postępujące niszczenie opuszczonych hal produkcyjnych.

Wnętrze hal fabrycznych to obraz nędzy i rozpaczy. Powybijane szyby i wiszące „na słowo honoru” rury wentylacyjne to norma

Gdzieniegdzie można spotkać pozostałości po samochodach…

Wraki aut przypominają o dawnych firmach, które miały tutaj swoją siedzibę

Same hale fabryczne stanowią idealne miejsce do spotkań miłośników postapo

W niektórych miejscach przyroda powoli odzyskuje swoje należne miejsce. Zajmie jej to jeszcze kilka lat, ale po dekadzie już jest widoczna

Fluorescencyjne kolory w dziwny sposób zachęcają do odwiedzenia piętra i pomieszczeń znajdujących się nad nami

Na piętrze oprócz totalnego bałaganu, rozrzuconych papierów i resztek maszyn czeka na nas istna uwertura barw – kolory na zdjęciu nie są podkręcone w fotoszopie!

Nie wiemy na ile to wszystko jest szkodliwe. Postanawiamy spędzić tu możliwie jak najmniej czasu

Zaraz przy wejściu na górnym piętrze znajduje się pomieszczenie administracyjne. Farba już schodzi z drewnianych ścian, co wygląda upiornie.

Firma, która tu urzędowała zostawiła po sobie praktycznie wszystko. Zapewne większość zostało rozgrabiona, ale pieczątki nie stanowiły zbyt dużej wartości.

Na ziemi można znaleźć wiele dokumentów i ksiąg

Obok klatki schodowej była winda towarowa. Dzisiaj szyb świeci pustkami

W dobie telefonów komórkowych to już zabytek. Niestety bez wartości

Koniec wizyty na piętrze. Schodzimy z powrotem na dół.

Idziemy wzdłuż hali. W kierunku drugiego wejścia

Po drodze mijamy pomieszczenie techniczne, a właściwie to co z niego zostało

To nie jest nasza aranżacja na potrzeby fotoreportażu.

Kiedyś ta brama chroniła zaplecze hali przed wścibskimi. Dzisiaj została wyłamana. Dziwne, że nie skończyła na złomowisku

Na tyłach „naszej” hali znajdujemy kolejny porzucony wrak.

Niestety radia już nie ma…

W latach swojej świetności firma Gumipol zatrudniała 170 osób, a wartość sprzedaży netto wyniosła w 2000 roku 13,2 mln złotych. Dzisiaj wejście do siedziby wygląda tak…

Główny budynek biurowy fabryki górował nad Chełmkiem stanowiąc niejako pomnij symbolizujący wielkość zakładu obuwniczego. Dzisiaj stanowi wstydliwy element krajobrazu.

Fabryka wygląda na opuszczoną. To złudzenie. Wiele hal jest wynajętych przedsiębiorstwom produkcyjnym. To jednak za mało, aby móc uratować ten teren i doprowadzić go do stanu świetności.

Wystarczyło kilka lat, żeby przyroda odgrodziła opuszczone biura od cywilizacji

Jedna z hal po której chodziliśmy wygląda z zewnątrz w ten sposób

Połowa tej hali jest bardzo ładnie utrzymana i znajduje się tam stacja kontroli pojazdów.

O Autorze

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany