Chorwacja to istny raj dla miłośników opuszczonych budynków. Tym razem trafiliśmy na opuszczony obecnie ośrodek wypoczynkowy leżący w miejscowości Krvavica koło Makarskiej. Jak podają lokalne źródła do 2002 roku ten ciekawie zaprojektowany pensjonat znajdował się pod kuratelą ministerstwa obrony. Obecnie popada w ruinę. Oto nasz fotoreportaż!

Obiekt został wybudowany w 1963 roku. Decyzję o jego budowie podpisał Radoslav Bužančić – ówczesny szef działu ochrony w Splicie. Projekt wykonał Richard McNally i jak piszą w sieci znawcy tematu budynek jest unikalnym przykładem architektury drugiej fazy modernizmu i jest reprezentatywnym przykładem na tak zwany krytyczny racjonalizm w nowoczesnej architekturze. Jakby kto pytał!

Plan samego ośrodka osadzony jest na okręgu. Pokoje gościnne znajdowały się na górnym poziomie i rozłożone były po zewnętrznej części obwodu – dzięki temu zabiegowi nikt nie musiał męczyć się widokiem na „podwórze”. Wewnętrzną część zajmował korytarz. 

Jadąc na miejsce obawialiśmy się, że czeka nas przedzieranie się przez płot i pokonywanie innych naturalnych przeszkód w postaci lekko zaspanego ochroniarza lub watahy chorwackich wilków. Nasze zaskoczenie było ogromne. Po zjechaniu z drogi nr 8 pokonaliśmy kilka niegroźnych serpentyn przy których leży miejscowość Krvavica i kierując się na przystań Ramowa trafiliśmy prosto do… No właśnie. Schludnego i zadbanego parku leżącego nad brzegiem morza na terenie którego znaleźć można ścieżki rowerowe, zadbane place zabaw, miejsce na food trucki i przepiękną dobrze zagospodarowaną plażę. Nad tym wszystkim natomiast dostojnie góruje opuszczony ośrodek wypoczynkowy.

Z zewnątrz ośrodek nie wygląda najgorzej. Na niezmiernie ciekawych jego kształtach odciśnięty jest oczywiście ząb czasu. Okna nie mają już szyn, drzwi są powyłamywane, miejscami pojawiają się zacieki. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że obiekt dostępny jest dla wszystkich – przynajmniej tak było w czasie naszej eksploracji. Nie wiem jak jest w okresie tak zwanego wysokiego sezonu, ale spotkani po drodze właściciele lokalnych przenośnych punktów gastronomicznych korzystają z dolnych poziomów mając tam swoje magazyny. Wyższe piętra pozostają natomiast do dyspozycji takich wariatów jak my!

Dewastacja pensjonatu rozpoczęła się już w połowie lata 90. Wszystko co dało się odkręcić, wyrwać i wynieść zostało odkręcone, wyrwane i wyniesione w nieznane. Nie będzie w tym krzty przesady – ze ścian zostały wyszarpane nie tylko kable, gniazdka, kaloryfery oraz przełączniki, ale również… rury kanalizacyjne. Obok głównego budynku nadal funkcjonuje stary budynek mieszkalny, który kiedyś służył jako miejsce noclegu dla pracowników obiektu.

Z informacji, które udało nam się zdobyć wynika, że obecnie budynek znajduje się pod tymczasową ochroną konserwatora zabytków. Nie można więc go zburzyć, sprzedać i dowolnie modyfikować podczas remontu. Oznacza to, że kompleks zapewne zgnije na deszczu jak filmowy miś. Prawdopodobnie – tak przynajmniej podają nasze źródła – nie do końca są również ustalone sprawy związane z własnością gruntów. Obiekt przylega do miejskiej plaży, która na co dzień jest otwarta dla wszystkich i normalnie funkcjonuje. Co więcej, granice samego kompleksu nie są dokładnie wytyczone – nie wiadomo gdzie się on kończy, a gdzie zaczyna…

Jeszcze kilka lat temu planowano, by nieruchomość została sprywatyzowana lub oddana w długoterminowy wynajem.

Oczywiście czas działa na niekorzyść takich obiektów. Jeszcze siedem lat temu kompleks wyglądał – w porównaniu ze stanem obecnym – lepiej niż przyzwoicie. W oknach były szyby, a całość nie miała jeszcze śladów dewastacji i wpływu czynników atmosferycznych.

Budynek stoi zaniedbany i zapewne będzie stał tak jeszcze przez wiele lat. Niestety również i tutaj można zauważyć przykłady totalnego braku dbania o architekturę „minionej epoki”. Na szczęście nam udało się go uwiecznić!

O Autorze

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany