Chorwacja potrafi zachwycić nie tylko przepięknymi plażami, wspaniałym jedzeniem oraz niesamowitą ilością wysp. Eksploratorzy, którym szybko nudzi się leżenie na plaży docenią obecność pozostałości po szczęśliwie minionej epoce „lepszego jutra”. Leniwie przemierzając naszymi czterema kółkami wyspę Hvar natrafiliśmy na bardzo ruiny potężnego kompleksu wypoczynkowego. Szybka sesja, a potem kilka pytań do Wujka Google i oto historia!

Chorwacja – stało się. Zgodnie z planami wylądowaliśmy na prawie dwa tygodnie we wciąż słonecznej – a mamy drugą połowę września – Chorwacji. Wybrany z pełną świadomością i premedytacją termin zaowocował małą ilością turystów oraz znośnymi temperaturami. Naładowani pozytywną energią swoje motoryzacyjne „kroki” skierowaliśmy ku jednej z wysp. Wybór padł na wyspę Hvar uznawaną za królową wysp Dalmacji.

Nasz prom przybił do portu w Sućuraj, a naszym celem była znajdująca się po drugiej stronie wyspy miejscowość Hvar. Mieliśmy do przejechania trasę biegnącą dokładnie pośrodku tej mającej zaledwie 68 km długości wyspy. Po drodze zaplanowaliśmy odwiedzić Stari Grad skąd kolejny prom miał nas zabrać – taki przynajmniej był plan, ponieważ „posiadanie biletu nie gwarantuje miejsca na promie” – w drogę powrotną do portu w miejscowości Split.

Po drodze mijaliśmy kilka wiosek. Z głównej trasy raczej nie odważyliśmy się zjechać (z jednym wyjątkiem) ponieważ ich stan nawierzchni, a raczej jej brak, pozostawiał wiele do życzenia.  W centralnej części wyspy znajduje się kilka miejscowości, w których można nabyć lokalne dobra – głównie oliwę oraz lawendę w każdej możliwej postaci.

Wtem naszym oczom ukazał się…

… no właśnie – opuszczony hotel. Szczerze mówiąc spodziewaliśmy się na tej wyspie wiele, ale nie potężnego i opuszczonego kompleksu, który w latach swojej świetności posiadał nie tylko spory kawał wzgórza, ale również prywatne nabrzeże. Małe prywatne śledztwo – wszak w internetach jest wszystko i wiemy już, że spotkany na naszej drodze „pensjonacik” wyglądał kiedyś tak:

Trzeba przyznać, że górujący nad plażą kompleks wygląda imponująco. Na fotografii widać przeszklone pomieszczenia głównego pawilonu oraz dach basenu. Dzisiaj całość wygląda zgoła inaczej. Budynek został pokonany nie tylko przez czas, ale również – a może głównie – przez lokalne ekipy remontowe, które znalazły na miejscu idealne warunki do rozwijania umiejętności szybkiego demontażu drzwi, okien, a nawet luksfer. W zakamarkach budynku znaleźliśmy resztki po systemach car audio.

Nie jest to główne wejście, ale brak szyb ułatwia dostanie się do wnętrza praktycznie z każdej strony. To prawdopodobnie była oszklona klatka schodowa.

Pierwszym i najbardziej imponującym elementem wyposażenia ośrodka wypoczynkowego był basen. Kiedyś musiał robić wrażenie – dzisiaj pełni rolę lokalnego śmietnika. Na jego dnie znajduje się chyba wszystko to co udało się przywlec na miejsce i wrzucić do środka. Wygląda na to, że pomieszczenie było prawie całkowicie przeszklone. Uwagę zwraca zadaszenie – projektant stanął na wysokości zadania. Na ziemi pozostały jeszcze resztki płytek przykryte obecnie grubą warstwą stłuczonego szkła.

Resztki luksusu w najlepszym wydaniu. Nie mierzyliśmy basenu, ale jego rozmiary robią wrażenie.

Jaką rolę pełnił w swoich latach świetności ten pensjonat? Zgodnie z informacjami, które udało nam się zdobyć miejsce to było czynnym cały rok kurortem dla dzieci z byłej Jugosławii. Malownicze położenie budynku na pewno wpływało pozytywnie na bawiącą się młodzież.

Zewnętrzna klatka schodowa biegła z poziomu basenu na piętro z którego można było obserwować pływających. Znajdowały się tam kolejne pomieszczenia oraz wyjście na poziom „zero”.

Jak wieść niesie ośrodek przeznaczony była dla dzieci w wieku powyżej lat 4 i na miejscu znajdowało się 400 łóżek. W czasach Socjalistycznej Federacji Republiki Jugosławii całość była zarządzana bezpośrednio z Belgradu. Oczywiście można śmiało przypuszczać, że nie każde z dzieci miało szansę bawić się w tym dobrze wyposażonym ośrodku.

Nazwany przez nas poziom „zero” był placem leżącym dwa piętra nad basenem. Znajdują się tu dwa główne pawilony – zapewne pomieszczenia wypoczynkowe oraz pokoje.

Dostępna kubatura robi wrażenie. Miejsca na pewno tu nie brakowało. To pomieszczenie znajduje się na poziomie „zero”. Widziane jest na dalszym planie na zdjęciu powyżej.

Młodzi kuracjusze spędzali tu czas na zabawie, natomiast nieco starsi korzystali z bardzo szerokiego planu edukacyjnego. Warunkiem wypoczynku było tu uczestnictwo w zajęciach związanych z np. mechaniką samochodową, rozwijaniem swoich umiejętności hydraulicznych lub zabawie w małego elektronika. W taki sposób w przepięknych okolicznościach przyrody doświadczenie zawodowego nabierał narybek mlekiem i miodem płynącego socjalistycznego państwa.

Budynki kompleksu nie uchroniły się przez graficiarzami. Obecnie to ich „dzieła” są jedynym wesołym elementem tego miejsca.

Korytarze i kolejne pomieszczenia zdają się nie mieć końca.

Na miejscu znajdował się wspomniany już wyżej basen oraz sklepy, pokoje telewizyjne, a także dyskoteki i boiska. Wszystko ku chwale ojczyzny.

Po 1990 roku ośrodek został najzwyczajniej w świecie porzucony. Jego – jak piszą różne źródła – trudna sytuacja prawna spowodowała, że do tej pory nie znaleziono inwestora, który mógłby przywrócić mu świetność. Samo miejsce jest magiczne – prywatna zatoka i opcja organizacji całorocznych turnusów. W 2004 roku planowano podobno zbudowanie na tym miejscu potężnego hotelu jednej z najpopularniejszych na świecie sieci. Projekt upadł ze względu na różne dziwne sytuacje mające swój punkt styku ze światem kryminalnym.

O Autorze

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany